Pierwszy koniec IV RP

sierpień 1, 2007

Po roku rządów Jarosława Kaczyńskiego jestem bardziej zmęczony niż po czterech latach panowania SLD. Rano wzbraniam się, jak tylko mogę, przed wstaniem z łóżka, aby nie dowiedzieć się o kolejnych kłótniach koalicyjnych, aferach, uwłaszczeniach w państwowych spółkach czy porażających kwitach.

Daleko mi do wielu publicystów, którzy twierdzą, że ład demokratyczny w Polsce jest zagrożony. Nie boję się tego, bowiem nie boję się kłamców. Nikt z nas - nawet jeśli będziemy porównywani do ZOMO, KPP czy SB - nie powinien patrzeć lękliwie na tych smutnych panów. Nadal mamy oparcie w instytucjach Unii Europejskiej, a nasz parlamentaryzm, mimo upodlenia i kompletnego niechlujstwa, jakoś funkcjonuje. A co najważniejsze, są ludzie, którzy są w stanie pokazać swoje niezadowolenie. Najlepszym przykładem niech tu będą pielęgniarki, do których premier ostentacyjnie odwrócił się plecami, lub ekolodzy z doliny Rospudy demonstrujący w polarnych warunkach przeciwko złym decyzjom administracji. A to nie wszyscy jeszcze. Nawet jeśli premier twierdzi, że nie zależy mu na głosach tych ludzi, kiedy wypowiada słowa, iż nie interesują go czytelnicy “Gazety Wyborczej”, “Tygodnika Powszechnego” oraz “Polityki”, to ci ludzie stanowią siłę, z którą nawet bracia Kaczyńscy muszą się liczyć.

Dziś widzimy, że po odzyskaniu IPN-u, MON-u, likwidacji WSI, wszystko o czym mówił Jarosław Kaczyński było kłamstwem. Polską nie rządził żaden spisek, nie istniały wielkie układy mafijno-polityczno-biznesowe. Agenci nie tworzyli III RP, ani nie przejęli mediów prywatnych. Zaś to politycy koalicyjni stworzyli patologiczną szarą sieć przejmując władzę nad spółkami publicznymi, zawłaszczając administrację, odzyskując ministerstwa. Prześcignęli w nepotyzmie swoich poprzedników o kilka długości. Niekompetencją niektórych ministrów pokazali, że nie liczą się dobrem Polski, lecz wiernością współtowarzyszy. Nie biorąc pod uwagę słów autorytetów udowodnili, że nie potrafią iść na kompromisy, ani słuchać innych. Na każdą krytykę zaś reaguję niegodnie i paranoidalnie. Za ludzi nie wartych wysłuchania, a nie raz zdrajców, uważają Władysława Bartoszewskiego, Tadeusza Mazowieckiego czy Bronisława Geremka. Nie mają jednak oporów przeciwko rozmowom z Andrzejem Lepperem, Romanem Giertychem, Renatą Begger oraz Tadeuszem Rydzykiem, który obrażał i prezydenta, i jego żonę. Opozycja - według przywódcy PiS-u - działa na szkodę kraju, ale już neofaszyści z młodzieżówki LPR-u mogą zajmować ministerstwa.

Premier ma w zwyczaju mówić o ludziach, którzy go krytykują “ta osoba wiele razy się myliła”. Nie myli się oczywiście on sam. Często powtarza, że “czas pokazał, iż mieliśmy rację”. Jeżeli ktoś sądzi, i śmie to powiedzieć opinii publicznej, że minister Fotyga nie nadaje się na swoje stanowisko, to jest kimś, kto “wiele razy się mylił”. W najgorszym wypadku również ta osoba może zostać agentem obcych służb specjalnych. Taki język pokazuje idealnie, na jakim poziomie funkcjonuje rewolucja moralna. Pomówienia i bzdurne oskarżenia stały się codziennością. Niemal co tydzień wybieramy “agenta ostatnich siedmiu dni”. Raz jest to biskup, czasami dziennikarz lub polityk. Możliwość obrony mają tylko członkowie Rady Ministrów. Jeśli premier mówi, że jego teczka była fałszowana, społeczeństwo ma to zaakceptować. Pozostali nie mają takiej możliwości obrony.

Władza nie musi się z niczego tłumaczyć. Jeśli do dymisji podaje się jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, ludzie powinni być w ogóle wdzięczni za taką informację. Dostajemy tylko lapidarną wiadomość, że była to różnica zdań między premierem, a ministrem. A kolejny zaufany człowiek rządu mówi, że takie zachowania są całkowicie naturalne w każdej demokracji. Kto się zaś z tym nie zgadza, krytykuje polskie władze w zagranicznych gazetach, od razu zostaje zdrajcą. Jeśli ktoś broni Michnika przeciwko kłamliwym tekstom, to znaczy, że broni układu. Ciekawy jest ten jakobiński zapał rewolucjonistów. Nawet kiedy już ewidentnie widać, że to już jej kres. Raport WSI to niewypał. Układ, owszem istniał, ale w PZPN. Agenci byli, ale wiele nie znaczą.

Rewolucja moralna póki co była pokazem prostactwa, czasami ignorancji, a najczęściej arogancji. Taśmy prawdy, taśmy Rydzyka, traktowanie państwa, jak własnego folwarku, kupczenie stanowiskami, kłótnie koalicyjne, nieudane akcje CBA. Tyle zostało z IV RP. Aż tyle.


Prawicowy dyskurs

listopad 17, 2006

Często mogę przeczytać w różnych komentarzach, że w Polsce nie powstała jeszcze prawdziwa lewica. Nie zgadzam się z tym. Moim zdaniem powstała, a jeśli nawet jeszcze nie, to na pewno się tworzy. Sądzę, że większym problemem dla Polski jest brak porządnej prawicy.

Prawicowy dyskurs sięgnął bruku, co pokazał ostatni rok. Ideolodzy nowej Rzeczpospolitej najchętniej zrzuciłyby winę za ten stan rzeczy na służby specjalne oraz Lesiaka. Jednak czy to wina WSI i byłego UOP, że politycy prawicy nie potrafią się dogadać? Nie sądzę, choć wielu myśli inaczej lub stara się nam to wmówić. Nie wierzę, że prawicowych polityków skłócają służby specjalne. Uważam, że to tylko i wyłącznie wina zbyt wybujałych ambicji oraz widzenia wszechobecnych spisków przez prawicowe elity. Bo chyba nikt nie wierzy, że brak konsensusu wśród polityków PO i PiS to efekt mataczenia agentów?

Prezydent przy okazji sprawy Mazura nie omieszkał podać do wiadomości publicznej informacji, że naciskano na niego, gdy był ministrem sprawiedliwości, aby umorzył sprawę. Wszyscy zastanawiali się kto mógł naciskać na ministra? Mafia, może premier albo inny minister? Okazało się, że to podwładni sugerowali, aby Lech Kaczyński umorzył sprawę. Ten dyskurs nie jest ani śmieszny, ani tragiczny. Jest upokarzający: samych polityków, nas i język polityki. Specjalnością twórców IV RP stały się pomówienia i kłamstwa, rzucanie fałszywych oskarżeń oraz niedokończonych zdań. Nadużycia semantyczne i skróty myślowe stały się codzienności. Życie publiczne sięgnęło bruku.

Czego się jednak można było spodziewać po stworzeniu tak wątpliwie moralnie koalicji? Prezydent wraz z premierem tłumaczą wyrzucenie Leppera niemożnością współpracowania z nim, a gdy go z powrotem przyjmują do rządu opowiadają bajki o dobru Polski. Czy Polska nie mogłaby się obyć bez przewodniczącego Samoobrony? Patriotyzm, Polska, honor i inne ulubione słowa prawicowych polityków zostały przez nich samych zdewaluowane. To o czym oni sami najczęściej mówią, staje się warte funta kłaków. Nawet ważne i dobre pomysły potrafią oni obrócić w farsę, jak przy likwidacji WSI. Wojskowe Służby powinny były zostać zreformowane, ale czy przy tym musiał uczestniczyć minister Macierewicz? To kolejna zagadka, na którą odpowiedź zna tylko premier.

Prawicowi politycy nawet, gdy się porozumieją w sztandarowych dla siebie sprawach, jak na przykład lustracja, to tworzą prawny bubel, ustawę więcej psującą w życiu publicznym niż naprawiającą. Prawdopodobnie lepsza ustawa by powstała, gdyby politycy PO i PiS-u potrafili się dogadać. Niestety nie możemy na to liczyć, gdyż ideolodzy IV RP - z jednej i drugiej strony - nie odpowiadają za swoje słowa. Jest to jedna z największych bolączek naszej polityki. Politycy jednego dnia coś mówią, aby już następnego dnia się z tego wycofać lub jeszcze mocniej pogłębić spór.

Przed wyborami parlamentarnym politycy z prawej strony różnili się od siebie prawie tylko w sprawach gospodarczych. Niestety nie potrafili się porozumieć, choć w tym czasie byłoby to najlepsze wyjście dla Polski. Wtedy to tłumaczono honorem, sprawą kraju, dobrem ogólnym, a najpewniej najlepszymi słowami, aby to określić byłyby: arogancja, hipokryzja, ambicje. Bracia Kaczyńscy zdecydowali się więc na destrukcyjną koalicję z brunatnymi marksistami i aferałami, choć było to najgorsze wyjście z sytuacji. Nie ważne wtedy były tak wyniosłe słowa, jakimi codziennie rządzący nas raczą.

Najlepiej ten destrukcyjny dyskurs widać na przykładzie naszej polityki zagranicznej. Bracia Kaczyńscy nie szukają tematów, w których mogli by dojść do porozumienia z innymi przywódcami, lecz - czasami specjalnie - wyszukują tematów drażliwych. Swoją pozycję wewnątrz kraju budują na straszeniu obywateli obcymi, choć ci w ogóle nie są tak straszni, jak mówią o tym konserwatywni politycy. Ukryty wróg w kraju oraz poza granicami to główny strach, którego używają ideolodzy IV RP. Dlatego też prezydent ani premier nie mogą prowadzić dobrej polityki zagranicznej, gdyż wyszliby ze swojej roli wojowników. Polska nie uczestniczy w żadnych ważnych rozmowach o przyszłości Europy. Jedyne co jakiś czas wypływa na światło dziennie kolejna afera w MSZ.

Prawica ma spory problem ze sprzedajnymi patriotami oraz pełnym hipokryzji dyskursem. A czas najwyższy zacząć się porozumiewać, bo w podobny sposób dalej rządzić nie można - ani dziś, ani jutro.


Więzien polityczny

listopad 16, 2006

Lew Rywin zaraz po wyjściu z więzienia powiedział, że czuje się jak “więzien polityczny”. Za kratkami musiał doznać pomieszania z poplątaniem, bo zapomniał, że został skazany w 2004 roku przez niezależny sąd, miał wszystkie prawa, jakie powinien mieć oskarżony w demokratycznym kraju. Został skazany za płatną protekcję, mógł powiedzieć kto go wysłał. Jednak milczał. A szkoda, bo zapewne dowiedzielibyśmy się zapewne wielu ciekawych rzeczy na temat tak zwanej “Afery Rywina”. Pomogło by to nie tylko samemu Rywinowi, ale również lewicy, która mogłaby w końcu się rozliczyć i uwolnić od kilku osób.

Cieszę się z porażki Samoobrony i LPR w wyborach samorządowych. Wyborcy pokazali Giertychowi i Lepperowi gdzie ich miejsce. Liga zapewne zostanie połknięta przez PiS, bo póki co nie może liczyć na żaden sensowny elektorat. Za dziesięć lat, kiedy w Polsce będzie więcej imigrantów, to Wierzejski z Bosakiem mogliby liczyć na większą ilość głosów głosząc ksenofobiczne i nacjonalistyczne hasła. Dziś cały katolicki elektorat zabrało im PiS. Dziś tylko Giertych może myśleć jak z twarzą dać się anektować do ugrupowania premiera. Zaś Samoobrona może jakoś się utrzyma i wyborach parlamentarnych będzie mogła przekroczyć próg 5%. Wyborcy odwrócili się od Leppera i patrzą teraz w stronę PiS albo PSL.

Cieszy mnie wysokie wyniki PSL-u oraz centrolewicy. Oznacza to, że Polacy chcą trzeciej siły politycznej. Że poszukują alternatywy do PO lub PiS-u. Polsce potrzebna jest nowoczesna lewica, podobnie jak potrzebna jest nowoczesna prawica. Byłoby bardzo źle, gdyby dyskurs został zdominowany przez partie prawicowe. A jeszcze gorzej byłoby, gdyby polityka w Polsce została spolaryzowana na dwa ugrupowania: PO i PiS.
Co się zaś tyczy PSL-u, to cieszę się, że wyborcy ze wsi widzą inną siłę niż Samoobronę i PiS. Na pewno PSL jest w stanie zrobić więcej dobrego dla małych miejscowości i rolników niż Lepper czy Gosiewski z jego dworcem we Włoszczowej.


Irracjonalnie

listopad 9, 2006

Im mnie dowodów na to, że prezerwatywy szkodą, tym większa szansa na to, iż jednak szkodą. Dowody prawdopodobnie zostały zniszczone, a układ się broni. Posłowie Piłka i Sobecka niedługo zrobią konferencje prasową, na której pokażą niszczarkę papierów, a panowie Kurski, Bielan czy Kamiński udowodnią nam, że społeczeństwo musi zrozumieć powagę problemu, a liberalna polityka seksualna to skutek umowy przy Okrągłym Stole oraz wpływ porażające wpływy Mazura w MSZ.

Nie komentuję sprawy notatki, która wyciekła z MSZ. Szkoda sobie niszczyć sobie zdrowie. Za to ciekawie prezentują się słowa prezydenta, który w wywiadzie dla angielskiej gazety miał oświadczyć “Zdaję też sobie sprawę, że dla wielu z natury nieudolnych osób Wielka Brytania jest punktem docelowym w poszukiwaniu lepszego życia”. Cóż Panie Prezydencie, nie każdy ma tyle odwagi aby wstąpić do Młodzieży Wszechpolskiej i zostać ministrem lub posłem za wysoski poziom ignorancji i chamstwa.

Minister Gosiewski chce zmusić Amerykanów, aby ich wahadłowce przed wylotem w kosmom zatrzymywały się we Włoszczowej.


Pan minister Krzysztof Filipek

listopad 2, 2006

Krzysztof Filipek został sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera. Na tym w sumie mógłbym skończyć ten wpis, bo dopuszczalny poziom absurdu w obsadzaniu stanowisk ministralnych ta koalicja już dawno przekroczyła. Nikogo więc to nie powinno ździwić. Filipek nie ma ani legitymizacji moralnej, ani umiejętności, by być ministrem czegokolwiek. Dlatego idealnie się nadaje dla premiera. Jakby to powiedział Mojzesowicz “oni coś tam pier… o moralności”.

Dla premiera, który moralność odmieniał przez wszystkie przypadki, Filipek jest odpowiednim facetem na odpowiednim miejscu. Macierewicz dla niego również jest najlepszym współpracownikiem. Lepper idealnym współkoalicjantem. Stefan Meller czy Władysław Bartoszewski zaś nie powinni się Kaczyńskim na oczy pokazywać. Widocznie każdy z nas inaczej rozumie moralność. Premier i jego ministrowie lubią tylko mówić o moralności, a nie jej przestrzegać. Dla nich nadal aktualne jest hasło “gdzie drwa robią, tam wióra lecą”. Cel uświęca środki - pewnie takie motto wisi nad łóżkiem Jarosława i Lecha.

Kto po Wiecheckim i Filipku zostanie ministrem Rzeczpospolitej? Może Danuta Hojarska albo Jan Bestry? Chyba już nikogo by to nie ździwiło, nawet gdyby Wierzejski został ministrem spraw zagranicznych. Może więc panujący nam miłosiernie bliźniacy zamiast gadać tyle o moralności, powinni sami przestrzegać pewnych zasad. Nie tylko dlatego, iż tak nakazuje im wiara, ale dlatego, że tak po prostu trzeba. Nie wystarczy się raz na tydzień odwoływać do Kościoła, Jana Pawła II czy opowiadać bajki o moralności, aby być przyzwoitym człowiekiem. Myślę, że po zakończeniu tej kadencji, nikt Was tak nie zapamięta.


Polityka rodzin

październik 31, 2006

Jak podaje dzisiejsze Życie Warszawy członkowie Samoobrony w najbliższych rodzinach startują wraz z całymi rodzinami. To żadna nowość, wszak już Renata Beger, podczas nagrywania Taśm Prawdy, pytała się o miejsca swoich ludzi na listach wyborczych. Dlatego drodzy czytelnicy nie ździwiście się, kiedy w swojej gminie zobaczycie kilku Hojarskich czy innych Łyżwińskich podczas wyborów.

Mama posła Gosiewskiego za to startuje w wyborach do rady powiatu Sławno. Temu też nie powinniśmy się dziwić, przecież PiS-em rządzą bliźniacy, a nimi kobiety. Premierem mama, a prezydentem wszelakie sekretarki z jego kancelarii, które teraz są ministrami czy doradczyniami. Polska polityka staje więc szalenie prorodzinna. Niedługo dojdzie do tego, że całe familie będą startować w wyborach parlamentarnych, aby mieć lepszą siłę przebicia. A wiadomo, że rodzina dodatkowo jest najbardziej wiarygodna i nigdy nie zdradzi.

Poseł Wierzejski zaś odkrył korzenie najbardziej wpływowej frakcji w PiS-ie, czyli ludzi z dawnego Porozumienia Centrum, którzy wywodzą się z przedwojennego PPS-u. Ludzie z tej frakcji reprezentują “poglądy laicko-konserwatywne” oraz uczestniczyli z aprobatą w rozmowach przy Okrągłym Stole. Panie kandydacie na prezydenta Warszawy, za bardzo się pan chce przypodobać Kaczyńskim i im kolegom, bo chyba o nich tu mowa. W Magdalence zbyt wielkiego wpływu na rozmowy to oni nie mieli, a ich laickość polega chyba tylko na tym, że za rzadko powołują się na naukę chrześcijańską. Choć, jak pisze Wierzejski, środowisko to jest “obyczajowo mało chrześcijańskie. Co to ani postów nie uznaje, ani nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa, ani wychowania w duchu katolicko-narodowym”. Ciekawe skąd pan wie, że minister Gosiewski czy prezydent Kaczyński postów nie uznaje. Nawet nie chcę słyszeć których.


Niszczyciele

październik 28, 2006

Nasz Dziennik napisał, że znany dziennikarz Polityki, Krzysztof Mroziewicz był agentem wywiadu PRL oraz, że współpracował z WSI do 1992 roku. Jest to początek rozprawiania się z nielubianymi przez władzę dziennikarzami. Bardziej wierzę Mroziewiczowi, który twierdzi, że nie współpracował, niż ND lub rządzącym nam miłościwie panom.

Za co nie weźmie się PiS, to natychmiast to kompromituje. Komisja bankowa, koalicja z Lepperem, lustracja, odzyskanie MSZ. Jeśli będą padać oskarżenia pod adresem tak świetnych dziennikarzy, jak Mroziewicz, jestem pewien, że również raport z likwidacji WSI okaże się hucpą. A szkoda, bo popierałem likwidację WSI oraz pomysł ujawnienia dziennikarzy, który współpracowali ze służbami w III RP.  Jednak sposób, w jaki robi to PiS, jest nie do przyjęcia.

Koalicja nawet nie potrafi bez skompromitowania się obsadzić stanowisk Trybunału Konstytucyjnego. Przecież ani PiS-owi, ani LPR nie powinno brakować porządnych ludzi z wykształceniem prawniczym. Woleli wybrać Kotlinowskiego. W taki sposób działa ta władza. Nie przejmuje się konsekwencjami swoich działań. Robi wszystko, aby narobić wokół siebie szumu. Aby pokazać swoją wyższość, zaspokoić swój głód poszukiwania nieistniejących agentów. Teraz to nawet jeśli nawet chcieliby wprowadzić jakiś dobry pomysł, to nikt im nie uwierzy.


O michnikofobii

październik 23, 2006

Adam Michnik ostatnio skończył 60 lat. Dobry to czas dla wszelakich pokrzykiwaczy, aby trochę naczelnego Gazety obrzucić błotem. Jedni robią to z zazdrości, a inni ze zwykłej głupoty. Jeszcze inni zaś chcą złapać trochę sławy krytykując postać Michnika. Mają teraz dogodny czas, bo rewolucja moralna zatacza coraz szersze kręgi, a dodatkowo zostały ujawniony porażające nagrania rozmów autora “Kościół, lewica, dialog” z Gudzowatym.

Jakie byłoby smutne życie wszystkich “niezależnych” publicystów bez osoby Michnika. Rafał Ziemkiewicz na swoim blogu chwali się, że “wreszcie udało mi się ostatecznie zamknąć ksiązkę ‘Michnikowszczyzna. Historia choroby’. Będzie ze 400 stron druku”. Naprawdę aż się boję czytać tę lustracyjną opowieść S-F. Naczelny Wyborczej musi się naprawdę tym wszystkich głosicielom nowej moralności śnić po nocach.

Na szczęście my chorzy na michnikowszczyznę znamy historię Adama za komuny, jego nieugiętą postawę wobec reżimu. Doceniamy jego zasługi dla III RP, choć widzimy i jego błędy. Jednak masa plusów zakrywa całkowicie kilka minusów.
Michnik w przeciwieństwie do wielu “niezależnych” dziennikarzy coś dla tej Polski zrobił. A jego postawa dawniej, jak i teraz, zaraża. Ale to pozytywny wirus - zaszczepiające w świadomości ludzi, że warto być przyzwoitym, niegiętym w swoich postawach, odróżniać moralność zwyczajną, od moralności IV RP.


Upadek IV RP

październik 18, 2006

Koalicja wróciła. Andrzej Lepper znów jest ministrem. Po raz kolejny wykonał spory krok. Dawniej był szkolony w Rosji, według najważniejszego człowieka w Polsce, później został ministrem rolnictwa, po czym stał się warchołem, by dziś wrócić przy fanfarach i świetle zwycięstwa. Jarosław Kaczyński już całkowicie stracił wiarygodność i nawet żadne orędzia do narodu mu nie pomagają. Tej hucpy już dłużej ciągnąć przecież nie można. Prezes PiS kompromituje IV RP podobnie jak poseł Zawisza skompromitował komisję ds banków.

Teraz możemy się tylko spodziewać kolejnych kłótni w koalicji, które możliwe, że już tym razem będą wcześniej konsultowane między premierem i przewodniczącym Samoobrony. I tak będzie to przedstawienie trwało kolejne kilka lub kilkanaście miesięcy. Odnowy moralnej jednak już nawet nie uratują posłowie z RLN ani głupoty wygadywane przez ministra edukacji. IV RP trafił szlag.


Pamiętacie? - czyli o insynuacji słów kilka

październik 10, 2006

Czy ktoś pamięta jeszcze o oskarżeniu przez Macierewicza byłych ministrów spraw zagranicznych o agenturalną przeszłość? Idźmy dalej - czy ktoś pamięta oskarżenia pod adresem Cimoszewicza kierowane przez śledczych badających sprawę Orlenu? Podobnych przykładów może przecież by wiele jeszcze wymienić. Bez dowodów, na podstawie dziwnych notatek czy nawet ze zwykłej małości różnego rodzaju Skróty Myślowe mogą zmieszać z błotem każdego całkowicie bezkarnie. Dlatego im już nie wierzę. Wszystko czego się dotkną, zamieniają w nicość. Nic nie potrafią zrobić. Legitymizują polityków, którzy nie zasługują na miejsce w Sejmie. Na dodatek zajmują się tylko swoimi wewnętrznymi sprawami, nie bacząc na podstawowe i najważniejsze dla kraju sprawy. Wszystko to pod osłoną odnowy moralnej. Tak się kończy każda rewolucja ludzi bez kręgosłupa, którzy nigdy nic nie dokonali, a teraz starają się wywyższyć.

Jeśli istnieją dowody na temat inwigilacji prawicy - to ja je chcę poznać, a nie opierać się na słowach notorycznego pomawiacza i kłamczucha. Jeśli okaże się, że takie metody były stosowane wobec PC - uznam ludzi, którzy za tym stali za zdrajców demokracji i niegodnych uczestniczenia w życiu politycznych. Bez dodowód jednak trudno mi uwierzyć tym panom, szczególnie w momencie, gdy mało które z ich oskarżeń się potwierdziło.
Analogicznie chce poznać dowody na tezy Wachowskiego, że Kaczyńscy mieli stać za zamachem stanu, który miał na celu odsunięcie Lecha Wałęsę od prezydentury. To przecież zarzut wielkiego kalibru.
Czekam.